1. Mała blondyna


    Data: 21.11.2016, Kategorie: spotkanie, nieznajoma, blondynka, fantazja, Autor: Suravi, Źródło: Pokatne

    - To miało być gotowe na wczoraj, do cholery! - szef suszył mi głowę od ponad piętnastu minut. Ja tylko zaciskałem zęby i patrzyłem na niego spokojnie. - Powiedz ty mi, za co ja ci kurwa płacę? Bo na pewno nie za grzebanie palcem w dupie! - to zdanie wykrzyczał z taką siłą, że mimowolnie się wzdrygnąłem. - Zejdź mi z oczu i weź się w końcu do roboty! - Tak jest szefie. - odpowiedziałem i szybkim krokiem opuściłem jego pokój. Wkurwiony byłem strasznie. Prawda była taka, że ja jak głupi harowałem całymi dniami i nocami, dawałem po sobie jeździć ile wlezie, a mój kumpel zbierał wszystkie laury za moją ciężką, kurwa, pracę. Gabinet dzieliłem niestety z tym pasożytem więc, chcąc nie chcąc, musiałem patrzeć na jego szczurzą mordę i wysłuchiwać jego biadolenia niemal codziennie. Ścisnęło mnie coś w brzuchu, widząc jak wpatruje się we mnie zza szklanych drzwi. Otworzyłem je, a Maciek zamiast zostawić mnie w spokoju, od razu zaatakował. - I jak? Szefuńcio chyba nie ma za dobrego humoru? - spytał uśmiechając się przy tym szyderczo. - Zamknij się! - warknąłem. Usiadłem przy swoim biurku i zacząłem przeglądać papiery. - Oo co tak ostro? Musiał cię mocno opieprzyć! - nabijał się. - Dobrze wiesz, że to była twoja umowa! Ale nie! Musiałeś kurwa wyjść z tymi swoimi przydupasami na browara, a ja znowu musiałem zostać po godzinach i ogarniać to wszystko. Padłem na ryj i nie zdążyłem. Masz cholerne szczęście człowieku, zastanów się czy chcesz to wszystko stracić. - powiedziałem z goryczą. ... Taa... on miał cholerne szczęście, a ja zajebistego pecha, że go do mnie przydzielili. Maciek to mąż córki szefa. Swoją drogą, to ja ją pierwszy przeleciałem, ale już wolałem się nie przyznawać. Jeżeli ona powie, by tatuś nie dawał za dużo pracy jej skarbowi, to ten palant ulegnie i wszystko idzie na moją głowę. Jeszcze jakby tego było mało, to zarabiam znacznie mniej niż Maciek. Chociaż na zarobki nie mogę narzekać, to boli mnie ta niesprawiedliwość. Pasożyt nie odezwał się już do końca naszej pracy. Może ruszyło go sumienie? Albo porządnego zdania nie mógł skleić... w sumie, minę miał jak srający kot na puszczy. Dobra, nieważne, co się będę przejmował tym głupkiem. Myślami wyłapałem, że dziś piątek, a co za tym idzie kończę dziś wcześniej. Nie chciałem zostać po godzinach, więc sporządziłem parę umów i zaniosłem szefowi do podpisania. On jak na złość, przeglądał je po kilka razy, tak jak gdyby mi nie ufał. W końcu stwierdził, że chyba jest wszystko dobrze, po czym łaskawie powiedział, że mogę odejść. Do piętnastej zostało jeszcze pół godziny, więc ogarnąłem trochę swoje stanowisko i zmyłem się z pracy. Otwierając drzwi do mojego merca zastygłem na moment. Czy naprawdę muszę wracać teraz do domu i spędzić wieczór jak każdy inny? Monotonia życia zaczęła mnie przytłaczać. Nie miałem żony, przyjaciół, czy choćby nawet głupiego zwierzaka, który mógłby zapełnić w jakiś sposób tą pustkę. Dzień w dzień po pracy wracałem do domu, gdzie nie czekało na mnie nic, prócz piwa, kanapy i ...
«1234...»