1. Ciało pedagogiczne (I): Dzień Nauczyciela


    Data: 13.05.2018, Kategorie: nauczycielka, uczeń, szantaż, Autor: Tkacz Opowiesci, Źródło: Pokatne

    Konrad Karski. Klasa III B. Liceum w G., miasta o pięćdziesiąt kilometrów oddalonego od stolicy. Przystojniak, który już dawno zostałby zassany, gdyby przejmował się wzdychającymi do niego rówieśniczkami i dziewczynami z młodszych klas. Przywódca klasy, typowy samiec alfa. Żywy dowód na to, jak potrafią zepsuć młodego człowieka bogaci rodzice, którzy brak czasu rekompensują mu spełnianiem wszystkich zachcianek i uczynieniem z niego pępka świata. Świat - według Konrada - kręcił się wokół niego i dla niego. Bezczelny chłystek był utrapieniem Beaty - atrakcyjnej nauczycielki języka polskiego, która pod koniec zeszłego roku szkolnego w zastępstwie przejęła tą klasę od koleżanki, która poszła na urlop macierzyński. Beata kłopoty częściowo zawdzięczała swojej urodzie. Twarz niczym z okładki kolorowego czasopisma, zielone oczy, pełne wesołych ogników i burza czarnych, lekko kręconych włosów mogła oszołomić. Szczupła, wysportowana trzydziestolatka, której figury mogłaby pozazdrościć niejedna modelka szybko stała się celem Konrada. Gówniarz nie krępował się z wygłaszaniem pełnych lubieżnych podtekstów uwag i rzucaniem spojrzeń, którymi prześwietlał ciało nauczycielki niczym aparat rentgenowski. Nie zamierzała jednak przepraszać za to, że natura obdarzyła ja nieprzeciętną urodą, ani rezygnować ze swojego stylu ubierania, który doskonale podkreślał jej zgrabne nogi, idealnie wyrzeźbiona linie bioder czy krągłe, pełne piersi. Nie dlatego, że jakikolwiek chłopak ma problem z buzującymi ...
    hormonami. Beata próbowała ignorować jego zachowanie, ale coraz częściej czuła złość i irytację. Zastanawiała się, czy nie zgłosić tego dyrektorowi szkoły, ale po pierwsze nie miała żadnych dowodów, a po drugie, wszyscy wiedzieli, że ojciec Konrada i szef placówki edukacyjnej to bardzo dobrzy znajomi, by nie powiedzieć przyjaciele. Pocieszała się więc, że będzie się męczyć tylko do wiosny, gdy zapatrzony w siebie Kondzio, po maturze wyruszy w świat, by dokuczać innym, a ona będzie mogła odetchnąć. Wreszcie. Teraz jednak stał prze nią uśmiechnięty od ucha do ucha z pękiem kwiatów w garści, w towarzystwie dwóch najlepszych uczennic z tej klasy. Beatę dziwiła jego niewinna mina, niepasująca do niego niczym aureolka do diabła. Cóż, może dziś Konrad postanowił zawiesić swoje głupie podchody. Był czternasty październik - Dzień Nauczyciela - jej święto. Tylko, czy on się tym przejmował? Chyba nie do końca. Gdy odebrała bukiet i uśmiechnięta całowała cała trójkę, on robił wszystko, by jego wargi nie dotknęły policzków tylko ust nauczycielki. Beata była zła na niego, ale i na siebie, bo zawstydzona zaczerwieniła się niczym panienka. Niespodziewanie Konrad wyciągnął zza pleców niewielką paczkę gustownie zapakowaną w kolorowy papier i zawiązaną fantazyjnie kokardą. - To na osłodę, ode mnie - zmrużył oczy wyraźnie zadowolony z siebie. - Czekoladki. - Dziękuję - zaskoczona odłożyła prezent na biurko. Po wszelkich formalnościach wróciła do lekcji, która z racji święta miała dużo luźniejszy ...
«1234...10»