1. Plugawa Arleta (II). Nowe włosy


    Data: 15.04.2018, Kategorie: horror, duch, Zdrada, Brutalny Sex, Autor: Man in black, Źródło: Pokatne

    z nosem w książkach i to takich, którymi nikt się nie interesuje. Nie obraź się, ale to jedna z tych, które sądzą, że cipka służy wyłącznie do siusiania. – Lucyna! – ostrzegłem ją. – Oj tam, oj tam. Tak tylko... głośno myślę. Włosy kobieta przedłuża, żeby się lepiej poczuć, podobać się innym czy samej sobie, ewentualnie jeśli jej własne są rzadkie jak kupa nietoperza. Twoja królowa lodu nigdy nie dbała o takie sprawy. – Trzymaj się, zdzwonimy się jeszcze – nie byłem w nastroju i rozłączyłem się. Nie lubiłem, kiedy mówiła w ten sposób o Paulinie. Nawet jeśli miałem podobne zdanie. Nie mogła tak mówić, ponieważ była moją kochanką i takimi słowami tylko zwiększała moje poczucie winy. Zdrada stawała się podwójna. Wyglądało na to, że oboje z żoną grzeszyliśmy. Ja myślą, mową i uczynkiem, a Paulina zaniedbaniem. Słabo wypadałem w tej konkurencji. Droga powrotna okazała się koszmarem. Gdzieś przede mną zdarzył się wypadek. Niebo przybrało kolor ołowiu. Wiatr było coraz chłodniejszy, zapowiadał rychłe opady śniegu. Szkoda mi było ludzi przemykających chodnikami. Dochodziła osiemnasta, a miasto zanurzało się w półmroku. Włączyłem radio, nerwowo stukając palcem w kierownicę. Kiedy dotarłem do Miechowickiego Lasu, ciemność zgęstniała. Drzewa na tle ponurego nieba wyglądały upiornie. Toczyła je jakaś paskudna choroba. Czarne poskręcane gałęzie sterczały wyciągnięte do nieba w bluźnierczym geście, jakby odgrażały się Bogu. Liście sypały się w ciemności jak nieleczony łupież, a przy upadku ...
    szeleściły nieprzyjemnie. Szeptały zaklęcia, jątrzyły, zatruwały mi duszę. Wieszczyły coś strasznego. Poczułem się nieswojo. Ruszyłem przez furtkę w stronę domu obserwowany przez niemą skamieniałą widownię czającą się tu od wieków. Kiedy wszedłem do domu, zapaliłem wszystkie światła. Dotknąłem każdy włącznik, który miałem pod ręką. Cienie zawahały się, czy ulec światłu. Przez upiorną sekundę, może dwie, zamarłem. Wreszcie cofnęły się nieznacznie, niechętnie jakby zezłoszczone. Wypełnił mnie strach. Poddałem się atmosferze miejsca i rozgorączkowany umysł podsuwał mi coraz bardziej sugestywne, szalone wizje. Już miałem pójść na górę, zobaczyć jak się czuje Paulina, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Drgnąłem nerwowo, podszedłem ostrożnie i zapytałem. – Kto tam? – Helena, sąsiadka. Róża mówiła mi, że spodziewacie się mojej wizyty. Odetchnąłem z ulgą. Wpuściłem kobietę, przyglądałem się, jak odwiesza płaszcz i przywitałem ją słabym uśmiechem. Była starsza ode mnie o jakieś osiem lat. Nie więcej. Nie pamiętam czy kiedykolwiek widziałem piękniejsza kobietę. Emanował z niej jakiś czar, urok przykuwający uwagę. Miała włosy w kolorze dojrzałych kasztanów. Były proste, lśniące i kaskadami spływały na szczupłe ramiona właścicielki. Sąsiadka miała na sobie krótką sukienkę, która do złudzenia przypominała strój hippiski, a już na pewno przywodziła na myśl lata siedemdziesiąte. Na nogach nie miała pończoch, ale w butach sięgających kolan, wyglądała obłędnie, seksownie, do schrupania. Jej gładka ...
«1...345...13»