1. Czy roboty mają orgazm?


    Data: 15.04.2018, Kategorie: randka, spotkanie, Pierwszy raz, roboty, humor, Autor: Tamara, Źródło: Pokatne

    podekscytowana tym zapomnianym procedurom zabieram M na tor testujący. Chcę, jak najszybciej uruchomić wszystkie programy poczynając od „restauracja” poprzez „konwersacja” kończąc na „spacer”. Zdaje celująco. Pierwszy dzień zleciał szybko i bardzo ciekawie. Na drugi dzień, zabieram go na bazar i testuje najistotniejsze programy, które powinny pracować z najwyższym priorytetem. Jestem K ze sporą bazą danych na poziomie wyższym i wiem, jak subtelnie przeprowadzić taki test. Nie wydaje zwykłej komendy „kup mi to”, lecz wpuszczam mu wirusa o nazwie „Jakie to śliczne” Jednostki typu M z większą liczbą procesorów wielowątkowych od razu aktywują program „biżuteria”. To tylko test świadczący o mocno rozbudowanym systemie wieloprocesorowych funkcji połączonych z wyższym abonamentem od operatora. Jednostki M z małą liczbą rdzeni co najwyżej aktywują wsteczną komendę „to sobie kup”. Takich nie potrzebuje. Trzeci dzień pozostawiam dla niego. Nie jestem jednostką dominującą i pozwalam mu na samodzielne aktywowanie programów testujących typ K. Z miejsca rozpoznaje linie kodu programu „romantyczny”. Widać, że przeczytał instrukcje obsługi K i zna się na poszczególnych funkcjach programu „randka”. Typ M nie jest zbyt wymagający, jeśli chodzi o oprogramowanie jednostek K, ale za to bardzo skupia swoją uwagę na wyglądzie obudowy. Ich skaner jest tak mocny, że czuć go pod etui. Model M-Mietek-PL nie robi tego, za to skupia swą uwagę na wyświetlaczu i moich wypustkach manipulatorów. Mówi, że ...
    są piękne. Nigdy przedtem nie słyszałam o takim kodowaniu wprowadzającym do uruchomienia głównego programu reprodukcyjnego. Czwarty dzień to kolejne testy podprogramów z naciskiem na te najważniejsze. Czyli „romantyczny” i „konwersacja”. Typ M-Mietek-PL ma bardzo rozbudowaną kartę graficzną zdolną do zabarwiania różnymi kolorami program „przyszłość”. Procesor graficzny ma taką moc, że sama aktywuję program „marzenia” i dokładnie kopiuje wyświetlane przez M obrazy na swój dysk. Piąty dzień to w zasadzie tylko aktywacja programu „pożegnanie” z licznymi podprogramami „obiecanki”, „zapewnienia” i tak dalej. M mając stały abonament ma też stałe zobowiązania wobec operatora z jakim podpisał umowę. Całkowicie to rozumiem i nawet uruchamiam na całą moc program „rozumiem”. Przyjedzie za miesiąc. To sporo czasu planetarnego, ale czuję, że warto. Czas do kolejnego testu wykorzystujemy na dodatkowe pomiary przy użyciu zewnętrznej aplikacji SkaPa z funkcją wideofonii. Pozwala nam to na poznawanie spektrum naszych baz danych i przy okazji wysyłamy sobie wirusy umieszczone w linijkach tekstu i obrazu. To normalna procedura, którą obydwoje akceptujemy i nawet potrzebujemy, aby w odpowiednim momencie użyć ich do wyłączenia programu zapory ogniowej. M z PL wysyła mi zdecydowanie więcej mini wirusów, o szerszym wachlarzu działania, uruchamiając zbyt wcześnie mój reprodukcyjny. Gdy zegar odliczający czas kolejnego testu dobiega końca, ja mam już całkowicie pootwierane porty dostępu gotowe na ...
«1...3456»