1. Telefon od geja


    Data: 12.03.2018, Kategorie: Geje, Autor: orfeusz, Źródło: SexOpowiadania

    obłędu w oczach, nieogolony, nie umyty nawet, z kołtunem na głowie, bladą cerą i przekrwionymi oczami, wykazując w obliczu wtargnięcia do jego świata osoby postronnej objawy najwyższej nerwowości. Trudno było pogodzić podobny obrazek z wizerunkiem schludnego, zorganizowanego młodego człowieka, za jakiego starał się uchodzić w oczach ciotki. Nie bez przyczyny zresztą, była to bowiem starsza pani wielkiej klasy, jakich w dzisiejszych czasach już się nie spotyka: poprawna do granic możliwości, choć przy tym także do bólu dyskretna, co w kontekście niespodziewanego nalotu wydawało się pocieszające. Stąd też zauważyłem:- Nie było chyba tak źle? - Z trudem utrzymywałem powagę, doskonale potrafiłem sobie bowiem wyobrazić przebieg niespodziewanego spotkania. - Długo siedziała?- Kilkanaście minut.- Poczęstowałeś ją chociaż czymś? - zatroskałem się.- Na szczęście miałem jeszcze kawę - powiedział pocieszająco. - O czymkolwiek innym nie mogło być mowy, zresztą nie to było mi w głowie. Czy ty wiesz, kiedy ja ostatnio myłem okna?- Tego prawdopodobnie nikt nie wie - stwierdziłem sentencjonalnie, zgodnie z prawdą zresztą. - Poza tym, czy to akurat jest najważniejsze?- A czy ty byłeś kiedyś u mojej ciotki? - odpowiedział pytaniem na pytanie.Trochę racji miał. Mieszkanie pietrasowej ciotki wypielęgnowane było w takim samym stopniu, jak jej maniery. Doskonale panowała nad wszystkimi, zbieranymi przez lata dzwonkami, figurkami, filiżankami i setkami innych drobiazgów, pilnowała, żeby niczego ...
    nie brakowało na stole, ale też by nie znalazło się na nim za dużo: każda skórka od banana, ogonek od jabłka i zużyta serwetka były bezwzględnie i natychmiast usuwane. Każda książka miała swoje miejsce, każde słowo swój czas. Herbata parzyła się ściśle wedle tajemnych receptur, ciasta pochodziły z najwykwintniejszych cukierni, koło porcelany mieniły się rodowe, srebrne łyżeczki, a ciotka, niczym mistrzyni ceremonii zachowywała spokój godny osoby, która pewna jest każdej zmarszczki na swojej eleganckiej, umiarkowanie ekstrawaganckiej bluzki. Kontrola okien mijała się z celem. A Pietras nie miał nawet w dużym pokoju firanek.- Ciocia zaproponowała, że sprezentuje mi jakieś swoje stare firanki - powiedział Pietras jak na zawołanie. - I w ogóle mógłbym doprowadzić wszystko do porządku, ona chętnie mi pomoże, jeśli czegokolwiek mi trzeba...- Ale właściwie co ją tknęło, żeby przyjść? - przerwałem ostrożnie w nadziei, że uda zmienić się dyskretnie temat na mniej drażliwy.- A, była w klinice na jakimś prześwietleniu, i tak jej się zachciało sprawdzić, co u mnie słychać...- Tak dawno się do niej nie odzywałeś?- Nieeee, skąd, dzwoniłem nie dalej, jak trzy dni temu.Zamyślił się nad czymś. Nie bardzo wiedziałem, co powinienem powiedzieć.- W końcu przyszła niezapowiedziana - stwierdziłem wreszcie arbitralnie. - A twoje mieszkanie to przecież nie apteka... Mówiła coś?- Co ty, prędzej by umarła niż cokolwiek powiedziała! Skonstatowała tylko, że łazienka całkiem dobrze wygląda - głos mu się ...