1. Amor


    Data: 10.03.2018, Kategorie: Zdrada, Sex grupowy, związek, Autor: Pannaminua, Źródło: Pokatne

    – O..., cześć. To ty nie śpisz? – Nie... – A co robisz? – Czekam na ciebie. – Czekasz? Przecież mówiłam, że wrócę późno. I żebyś NIE czekał. – No tak, tylko że już dawno nie jest „późno”. Jest wcześnie. WCZEŚNIE RANO! – Dla mnie późno – myję się i idę spać. Możesz mi rozpiąć sukienkę? O, dzięki... – Co ty... nie masz majtek?!! – Yyy... Mam... – Gdzie?!! – W torebce... – Jak to „w torebce”? Wychodząc z domu miałaś je na sobie. – Miałam, ale zdjęłam. – Dlaczego? Po co? – Ojej kotku, nnnie wiem no... daj spokój. Musiałam zdjąć i już. – Jak to nie wiesz?!! – No nie wiem... nie bardzo rozumiem... nie chcę teraz o tym opowiadać. – Naprawdę chcesz coś przede mną ukrywać? – Nie, ale... – No to mów! – Proszę, nie! – Masz mówić! Teraz! – Nie krzycz, proszę. – Powiedz, proszę, dlaczego nie masz na sobie majtek. – ... – Mówię do ciebie! Dlaczego tak patrzysz?! – Jesteś pewien? – Raczej nie mam wyjścia. – Masz. Możesz dać spokój, przytulić mnie, pocałować, a potem razem o tym zapomnimy. – Jak to zapomnimy? Oszalałaś? I co potem? Gdzie mam schować swoje domysły? – Dobrze, skoro nalegasz, ale obiecaj, że wysłuchasz mnie do końca i nie będziesz osądzał pochopnie. Ja naprawdę nie bardzo rozumiem co się stało. – Mów, zobaczymy. – Mogę się ubrać? – Nie. – Ale... nie mam nawet majtek! – No właśnie.... – Dżizys... No dobra. Więc poszłam na spotkanie. Z koleżanką... Z pracy... – Tak, to wiem przecież. To ona zdjęła ci majtki? – Nie... Cierpliwości, nie przerywaj. Ona... ona nie przyszła sama. ...
    Tylko ze swoim nowym facetem. To jakiś korporacyjny dupek, po jednym z tych prywatnych uniwersytetów zarządzania gównem w Bąbolicach – wprawdzie przystojny, zgrabny, wysportowany, ale strasznie, strasznie głupi. Cały wieczór nawijał o tym, jaki jest jego cel i jaki jest zajebisty w tym swoim marketingu czy tam innym pierdolingu. Kurwa, przepraszam, nawet nie wiem gdzie ten przygłup pracuje i co tam robi – takie to było nudne i płytkie. Ale to nie wszystko. On przyprowadził na spotkanie swojego kolegę z pracy, takiego wiesz – od wódy i dup. Ten kolega był tak samo wylaszczony i tak samo głupi. Chyba, bo przez większość wieczoru się nie odzywał. Na początku porządnie się wściekłam. Umówiłam się z tą suką na kolację i babskie ględzenie o ważnych sprawach, a ta przychodzi z jakimiś popaprańcami i pieprzy, że przeprasza, że zapomniała, że umówiła się też z nim, a on się umówił z kolegą i że w takim razie dobrze się składa, bo jest akurat 2 na 2 i będzie zajebiście. W ogóle była jakaś dziwnie nakręcona, jak po jakichś prochach. Pieprzyła trzy po trzy, zmieniała tematy, nie pozwalała mi dojść do słowa, i wlewała w siebie hektolitry wina. Teraz podejrzewam, że całą tę sytuację zaaranżowała specjalnie, żeby nie spędzać wieczoru sam na sam ze mną i nie musieć poruszać trudnych kwestii. Początkowo siedziałam więc naburmuszona, odzywając się półgębkiem i uśmiechając kwaśno, gdy tamci wybuchali gromkim śmiechem, a czasami wstawiając sarkastyczne docinki, które, o zgrozo, odbierali jako wyraz ...
«1234...9»