1. Durnota (III)


    Data: 21.12.2016, Kategorie: znajomi, praca, podróż, Autor: Lantja, Źródło: Pokatne

    Co ty Kondziu taki dzisiaj nie w sosie. Jak chcesz skoczyć na mecz po robocie, to jam jest chętny jak... w sumie kurde zawsze. Może humor ci się trochę poprawi, bo na razie to marudzisz jak była żona, byłego ministra, a od wczoraj także bezrobotnego grubasa, Ćwiąkalskiego. Może jak się zacznie stołować w PCK-a to trochę schudnie. - Słyszałeś, że Ewka wychodzi za mąż? - Za potentata naftowego, słyszałem. Świeć Panie nad jego duszą. A tak poważnie, gościu jest, albo niespełna rozumu, albo... Nie. Nie mam pomysłu, musi być nienormalny. Teraz, w imię waszej niegdysiejszej przyjaźni będzie ci mogła kupić państwo w Etiopii. - Dominik, Etiopia to jest państwo. - No niby tak, ale czy ktoś to kiedykolwiek sprawdził? Znasz kogoś kto był w Etiopii, bo ja na przykład nie znam. Mam dziwne przeczucie, że ci Etiopczycy nas w chuja robią... Tak, czy inaczej, kupiłem jej pelerynę i pejcz w ramach prezentu ślubnego, ale obawiam się, że powinniśmy też dorzucić lodową rzeźbę w kształcie martwego koguta, albo chociaż załatwić jakiś mini chór, odzianych w czarny lateks, karłów, czy co tam wiedźmy jeszcze podnieca. - Czemu koguta? - Na wierność kobiety rozwiązłej, Kondziu, co z tobą!? Ktokolwiek wszamał Twoje poczucie humoru, niech je natychmiast wyrzyga! Wiem, że pieprzenie ci się ukróciło chwilowo, ale uwierz, jak cię znam, znajdziesz zastępczą żmiję i to w mgnieniu oka. Poza tym Ewka to nawet nie była kobieta, jak się głębiej zastanowić. - Nie? - Podejrzewam, że jakby zobaczyła w piwnicy mysz ...
    to prędzej by ją sama utłukła, ewentualnie zeżarła niż zadzwoniła po pomoc. To jest kobieta-szarańcza. Tylko patrzeć, jak na biednego małżonka spadną pozostałe plagi. A swoją drogą to dzwoniła dzisiaj, nasza ulubiona pani - ”już nie vice prezes, a prezes” - Dąbrowska. Oficjalnie przejęła firmę. Będzie jazda, czuję to. - Katja? Pytała o mnie? – Konrad, który do tej pory wydawał się funkcjonować w trybie „półmartwa koza, ciągnięta po jałowym polu kukurydzy” wydawał się powoli powracać do świata żywych. Przez ostatnie dni, przesadnie często łapał się na powracaniu myślami do apetycznie zgrabnego ciałka pani Dąbrowskiej. Zgrabnego w rozumieniu Konrada. Serduszkowa dupka i spory cyc, znaczy się. - Tak, mówiła, że chce dosiąść. - Kogo dosiąść? - mózg Konrada wyszarpywał się właśnie z głębokiej ciemnej nory, ale złowroga łasica Samanta uparcie ciągnęła go w dół. - No raczej nie ciebie Kondziu. Czy ty słuchasz co się do ciebie mówi? Chce SIĘ dosiąść. Weekendowy zjazd inwestorów mamy, coś ci tam w tym durnym łbie świta? Samochód straciła, czy coś takiego, ciężko było zrozumieć. Miała chyba nieźle w bani. W każdym razie ja mam w weekend dzieciaki, więc nie jadę, zaproponowałem jej swoje miejsce. Wiedziałem, że nie będziesz miał nic przeciwko. - Dominik, to nie są twoje dzieci. - No może i nie, ale trochę jednak jakby były. Ciocia Halinka sprzątała u nas dobre 15 lat. Wiesz jaka to musi być wkurwiająca robota sprzątać po obcych ludziach?! No i jeszcze robi genialne naleśniki z powidłami. ...
«1234»