1. Poniedziałek - rano trzeba wstać


    Data: 10.09.2017, Kategorie: Sex grupowy, Autor: morhavee, Źródło: Pokatne

    Dzzzt... dzzzt... dzzzt... Dźwięk cholernego budzika atakuje mój sen. Zaspany szukam małego zdrajcy i po chwili wyłączam. Nie, nie mogę jeszcze pospać. Pościel taka ciepła. Ech... Trzeba wstać. Siadam na krawędzi łóżka, otwieram oczy. Szósta rano. Poniedziałek. Pobudka. Za plecami słyszę jakieś mamrotanie. Ona i on. Trochę się wczoraj działo. Patrzę na porozrzucane po sypialni ubrania, zmiętą pościel, na Nią, na Niego. Cóż... wygląda na to, że nasz gość nie musi rano wstawać. Dobrze Mu. Ma jeszcze chwilę snu przed sobą. Z Nią. Moją kobietą. Dzzzt... dzzzt... dzzzt... Ach ta cholera znowu dzwoni. To oznacza, że minęło 10 minut. 10 minut? 10 minut siedzenia na krawędzi łóżka, przecierania oczu, przysypiania i patrzenia się na Nią opatuloną w kołdrę, potarganą i smacznie śpiącą. Jej dłoń zajęła moją poduszkę a zgrabna noga wysunęła się spod przykrycia by spijać moje ciepło z prześcieradła. Jak co dzień. No i jeszcze On. Leży na wznak po drugiej stronie. Trochę bezładnie, zepchnięty na krawędź łóżka, jakby miał zaraz spaść. Przykryty kawałkiem koca i odrobiną kołdry, ze zwiniętą koszulą pod głową, robiącą za substytut poduszki. Swojej poduszki bym mu nie oddał. Trzeba wstać. O tym co się działo wczoraj będę myślał później. Najpierw kuchnia. Człapię zaspany, obijam się o framugę ale podpieram o lodówkę. Wyjmuję mleko i kawę. Sypię do ekspresu i podstawiam pod niego dwie filiżanki. Co za wspaniały zapach. Dwie. On będzie musiał sobie zrobić sam. Teraz łazienka. Kawa zaraz się ... zrobi sama. Odcedzam kartofelki, spuszczam wodę, wchodzę pod prysznic. Strumień gorącej wody zmywa sen z powiek a miętowa pasta do zębów otrzeźwia umysł. Wow... wracają wspomnienia wczorajszego wieczora. Zamykam oczy zmywając pianę z włosów. Wracają obrazy i dźwięki... Parskam gorącą wodą i tłumię strumień z prysznica. W miarę jak przychodzą następne wspomnienia wraca podekscytowanie, napięcie nerwów. Mój członek twardnieje i powoli się unosi. Na samo wspomnienie jej sylwetki w tej sukience i tych nóg, moja męskość staje na baczność. Koniec marnowania wody. Wycieram się i podchodzę do umywalki. Namydlam twarz, wyjmuję maszynkę i ścieram parę z lustra. Wspomnienie kształtu jej piersi rysujących się przez materiał sukienki wywołuje kolejną falę podniecenia. Muszę się odsunąć od umywalki i skupić, by nie zaciąć się na szyi. Ogolony wycieram twarz ręcznikiem. Nie obyło się bez zacięcia. Cholera. Ja myślę o tym to trzęsą mi się ręce Zegarek na ręku pika przypominając o upływających nieubłaganie minutach. Czas, czas, cholera, trzeba się zacząć spieszyć, wyjść z tej nagrzanej łazienki. Uderza mnie ściana zimnego powietrza. Wilgotna po myciu skóra marznie błyskawicznie a włosy jeżą się na głowie. Idę do kuchni, chwytam kawę i siadam, bo uginają się nogi pode mną. Dolewam mleka, kawa już przestygła, co oznacza, że mam już trochę spóźnienia. Ona też. Powinna była już iść pod prysznic, by zdążyć do pracy. Dolewam mleka do jej kawy, czas i Ją zbudzić z tego snu. W dłoniach mam dwie filiżanki ...
«123»