1. Wróżba Justyny


    Data: 21.07.2017, Kategorie: Zdrada, żołnierz, fantazja, Autor: BaPe, Źródło: Pokatne

    Jest piąta po południu, ale zegar bije jedenaście razy. Ciekawe czy to przypadek, że akurat 29 czerwca, zainteresowała się tą właśnie książką. Nie ma przypadków. Wszystko ma swoją przyczynę i skutek!!! Zegar głupieje, bo go kiedyś nie nakręciła a później zapomniała skorygować. Dlaczego akurat ta książka? Może w treści jest odpowiedź? Otworzę w dowolnym miejscu i przeczytam pierwsze napotkane zdanie! To będzie wróżba!!! Justynę przechodzą ciarki. Ten zegar... ta książka... Coś jej mówi o doniosłości chwili... Nie potrafi tego nazwać, ale na pewno coś się wkrótce wydarzy... Coś ważnego.... Przeczytajmy wreszcie to profetyczne zdanie.... Otwiera książkę gdzieś w dowolnym miejscu na środku, przytrzymuje akapit palcem serdecznym i czyta: "Nigdy nie poznasz siebie, taki twój los!" Mówił to ksiądz. Przyszedł właśnie do celi śmierci, tuż przed wykonaniem wyroku. Wiadomo, że gość siebie nie pozna, szczególnie, jak go ukatrupią... Ha, ha, ha.. Taki ten tekst napuszony... Napisany w konwencji brazylijskiego serialu.. Twoje życie skończone, ale powiadam Tobie, że ktokolwiek zapragnie prawdziwej wolności, zawsze pozostanie kółkiem w machinie szalonych namiętności... Justyna nie była gotowa na czytanie relacji z egzekucji. Książka powinna kończyć się za kilka kartek, no, bo o czym tu pisać, skoro główny bohater nie żyje? ... Co to za wróżba? Bez sensu... Justyna przerzuciła kilka kartek i przemieściła się w czasie.... Facet jednak żyje... uciekł, czy co - Justynę intrygował opuszczony ... przebieg zdarzeń, ale... to co dzieje się teraz też jest intrygujące. Lektura pochłonęła ją bez reszty... Dobra, kontynuujemy, a później wrócę do szczegółów uwolnienia. Późny wieczór. Dom na przedmieściu. Nie, nie samotny, ale znacznie oddalony od pozostałych. Liście opadają, wiatr miota konarami drzew, puszczyk pohukuje... księżyc oświetla krajobraz... Nieprzyjemnie... Włóczęga człapie w kierunku okna. Rozgląda się, jakby sprawdzał, czy nikogo nie ma w pobliżu i puka w szybę. Cichutko... Kto tam - pyta głos młodej kobiety. Może znajdzie się kawałek chleba... Nauczycielka Jennifer (co za głupie imiona mają ci Amerykanie - to przecież brzmi jak "renifer" - jak kobieta może mieć na imię renifer...), no więc ta Jenny, wpuszcza gościa do środka i częstuje kolacją. Jest tu obca. Od czterech miesięcy, ucieka przed sobą, przed dotychczasowym życiem, przed niespełnioną miłością... Siedzą naprzeciw siebie Jenny i włóczęga. W lichtarzu dopalają się świece... Trzy... Przybysz opowiada. Walczył w Kongo, przywiózł do Polski złoto, ale nie ma tu domu i nikt nie czekał na jego powrót. Przehulał wszystko na wyścigach i wcale nie żałuje... zachorował ktoś bardzo bliski.... Przyjaciel w Kanadzie... Zdarzają się tacy... Lekarze te hieny, wyciągali łapy po pieniądze, a skąd on miał je brać? Zabierał bogatym jak Robin Hood, tylko nie rozdawał biednym, a pasł tych skurwieli... sprzedawał to, co ukradł, aby te pasibrzuchy mogły podpalać banknotami cygara... Zabierał jak leci: kosztowności, zastawę, ...
«1234...9»